Podobają się Wam Odolany?
Hrabia_Piotr.
Podobają się Wam Odolany?
Hrabia_Piotr.
Powstawał 30 lat, choć sama budowa trwała 3 lata. Był najnowocześniejszy, choć szybko zdziadział. Stoi w środku miasta, a jednak nie ma połączenia z metrem. Ludzie się gubią w jego trzewiach, choć układ przejść ma bardzo klarowny. Choć punkty usługowe rosną jak grzyby po deszczu, prawie całe pierwsze piętro stoi puste. Choć jest skrajnie zapuszczony, nadal niektórym się podoba.
Dla mnie - wielbiciela dobrej, modernistycznej architektury, to nawet i lepiej. Może w ramach oszczędności zarzucone zostaną plany burzenia dworców i budowania w ich miejsce nowych, a za to PKP bardziej się skupi na remontach i konserwacji obiektów istniejących. Świetnym przykładem, jak Kopciuszka przemienić w księżniczkę (czy tam inną królewnę) jest remont dworców Powiśle i Ochota - jeszcze półtora roku temu straszyły. Mało kogo obchodziło, że są szczytowym osiągnięciem architektury lat 60-tych, kiedy śmierdziały szczynami, tynk odpadał, ściany pomazane były sprejem. Teraz to co innego. Czego życzę również dworcom Centralnemu i Wschodniemu.
Hrabia_Piotr.
PS. Ktoś może pomyśli "wybrał kilka zdjęć, na które da się patrzeć i wstawił" - nic bardziej mylnego - mam masę zdjęć przedstawiających (nie do końca) utracone piękno Dworca Centralnego.
Wiecie co? Zupełnie nie wiem, co napisać na temat zmysłów.
Warszawa oddziaływuje na niemal wszystkie zmysły człowieka.
Słuch - "koncerty" studentów na skwerku za Akademią Muzyczną, odgłosy tramwaju 13N "parówy" ( jeżdżą tylko w Naszym Mieście ) po deszczu słyszane na wiele kilometrów, odgłosy Ikarusów, jakiejś karetki gdzieś w oddali, Wietnamczycy krzyczący "Uwaga, uwaga" na bazarze na Stadionie, "Marsz Mokotowa" odgrywany na Gołębniku przy Puławskiej, indiańskie rytmy "w kraterze" przy stacji Centrum, Kapela Z Chmielnej, ptasi koncert o czwartej nad ranem, skrzypiący śnieg w mrozy, szum fal na Wiśle rozbijających się o plażę, "Piosenka o mojej Warszawie" Fogga.
http://www.youtube.com/watch?v=V1qkPD0r3v0
Węch - kwitnące mirabelki na moim podwórku, zapach metra z czasów jego nowości ( czasem jeszcze da się go poczuć w wentylatorach ), czasem troszkę spalin z Ikarusa, "zapach" siarczystych mrozów, konglomerat zapachów na Dworcu Centralnym i Dworcu Śródmieście, zapach "świeżego toru" w środku upalnego lata, zapach biblioteki.
Smak - pyszna herbata w zacisznej herbaciarni w jesienny wieczór, wyczekany na ulicy Kebab na Marszałkowskiej róg Świętokrzyskiej.
Wzrok - na ten zmysł oczywiście Warszawa działa najmocniej i w najwięcej sposobów. Niezapomniane widoki od panoramy "skyline'u" poprzez gmachy, budowle, zieleń zadbaną i zaniedbaną po detale architektoniczne z najprzeróżniejszych stylów. Ukwiecona łąka w środku lata 5 km od Pałacu Kultury, wieżowce o zmroku, podświetlone zabytki, zamglone zaułki, falujący tłum, pulsujący u wyjścia ze stacji Centrum w rytm przyjazdów składów z obu stron, zamglone, poranne łąki w Powsinie.
Ale najważniejsze jest to, że Warszawa działa na wszystkie zmysły naraz i potrafi nieźle zaczarować. Potrafi zaczarować zarówno wielkimi przestrzeniami, jak i miłymi zaułkami. Tłumnymi, gestymi od wydarzeń miejscami, jak i tymi, gdzie jest się niemal samemu.
I generalnie zgadzam się z Beatą Kozidrak: