12.6.11

BLOK TO CZY KAMIENICA?

Po pierwsze - bardzo Was przepraszam za komórkową jakość zdjęć, ale tak wyszło i na razie nie mogę tego zmienić. Może pod koniec czerwca podmienię je na lepsze, przedstawiające te same obiekty. Nie to jest jednak tu najważniejsze.

Chodzimy ulicami Warszawy, mijamy różnorakie budynki. Zbudowane w różnych latach, w różnych stylach, w różnym celu. Ustawione do ulicy przodem, bokiem, tyłem...
Spośród wszystkich budynków, utarło się nazywać kamienicami (czasem z dodatkiem - "czynszowymi") budynki:

- zwrócone ozdobną (w miarę możliwości i według mody) fasadą przodem do ulicy
- tworzące pierzeję uliczną
- zazwyczaj z lokalami usługowymi na parterach (mieszkania w mniejszości)
- stykające się ścianami szczytowymi
- posiadające zazwyczaj bramy przejazdowe prowadzące na podwórza

Klasyczny przykład kamienicy czynszowej stoi sobie na rogu ulic Pięknej i Mokotowskiej. Zaprojektowana przez Mariana Lalewicza w latach 20-tych. Kamienicą jest bez wątpienia - wszak spełnia wszystkie postawione wymogi. Przedstawia sobą styl zwany zmodernizowanym klasycyzmem.

Odwracamy się o 180 stopni i oczom naszym ukazuje się socrealistyczny... blok? kamienica?
Ciężki orzech do zgryzienia. Też spełnia wszystkie wyżej postawione wymogi. Jedyną różnicą między tym budynkiem, a poprzednim jest czas powstania (ok 25 lat później), styl architektoniczny oraz - że tak powiem - osoba inwestora :)
Tu sprawa się komplikuje jednak jeszcze bardziej, bo o ile poprzedni budynek jest prawdopodobnie własnością komunalną (czyżby zatem status kamienicy wyznaczała forma własności? Co więc z kamienicami znacjonalizowanymi dekretem Bieruta? Stały się z dnia na dzień blokami?), no więc skoro poprzedni jest komunalny, to poniższy jest prawdopodobnie spółdzielczy.
Spółdzielczość jest formą własności zdecydowanie bliższą pojedynczemu lokatorowi. A co, jeśli podczas ostatnich dwudziestu lat utworzyła się tu wspólnota mieszkaniowa? Wtedy status prawny tego budynku nie różni się już niczym od kolejnej kamienicy Lalewicza z ulicy Mokotowskiej - tej z podwóreczkiem w kształcie litery "U" (ups, wydało się - przedwojenna kamienica nie tworzy pierzei, lecz stoi wycofana od ulicy - jest zatem blokiem?)
Jeśli dodam jeszcze, że budynek ów zaprojektowany został przez Bohdana Lacherta i Wincentego Szobera około 1957 roku (czyli zaledwie kilka lat po poprzednim i ok. 30 po pierwszym z tej trójki) oraz wybudowany z cegły, to nawet pomysł wydzielenia bloków według typizacji projektów oraz stosowania prefabrykatów nie trzyma się kupy (nota bene, na moim blogu gościł już nawet domek jednorodzinny z wielkiej płyty).

Pytania zatem do Was, drodzy czytelnicy stali i przelotni:

Co jest blokiem, co jest kamienicą?
Czym jest blok, czym jest kamienica?
Jaka jest między nimi granica?

Architektoniczna? Stylowa? Techniczna? Społeczna? Własnościowa? Prawna? Urbanistyczna? Stanu za(nie)dbania? Jeszcze jakaś inna?

Który z tych trzech budynków nazwalibyście kamienicą, a który blokiem?

To jak - pomożecie?
Wasz H_Piotr.

6.6.11

KINO STOLICA, KINO ILUZJON, PEREŁKA POWOJENNEGO MODERNIZMU

Kino "Stolica" powstało według projektu architekta Mieczysława Piprka (a może Pipreka? Jak to się odmienia?) na przełomie lat 40-tych i 50-tych w czasach szalejącego stalinizmu.Razem z nim według podobnych (nie identycznych) projektów tego samego architekta powstały kina "Ochota" przy Grójeckiej, "WZ" przy powojennym okrawku Leszna i "1 Maj" przy Podskarbińskiej.
Mimo obowiązującej doktryny socrealistycznej, Piprek zamulił oczy komunistycznym dysydentom paroma detalami architektonicznymi, które od biedy możnaby nazwać socrealistycznymi, zaś zarówno w układzie, jak i proporcjach stworzył dzieło na wskroś modernistyczne.

Niski budynek zatopiony w zieleni, bez monumentalnego wejścia, wręcz zapraszający do wstąpienia (w odróżnieniu od socrealistycznych gmaszysk), z oddzielnym okrągłym pawilonem kasowym.

Spośród tych czterech kin, "Stolica" najdłużej służyła pierwotnemu celowi. Przez ostatnie kilkanaście lat co prawda pod inną nazwą i z zupełnie innymi filmami, niż przeciętne kina, ale tym bardziej zaznaczyła się na kulturalnej mapie Warszawy. Sam budynek był też według mnie najlepiej z nich wkomponowany w otoczenie.

No, ale przyszedł "inwestor" i zamknął kino, bo "mu się nie opłacało". Na szczęście budynek kina "Stolica" został wpisany do rejestru zabytków przed (niedoszłą) rozbiórką, anie w jej trakcie lub wręcz po.

Parę dni temu zagrodzono dostęp (dosłownie dwa dni po tym, jak zrobiłem powyższe zdjęcia) i rozpoczęto remont i renowację budynku kina. Zobaczymy, co przyniesie...

H_Piotr.

PS. Mam jeszcze osobiste wspomnienia z tym kinem. Tu chodziłem na poranki filmowe. Było to pierwsze kino, w jakim w życiu byłem.

20.5.11

XLIII AKCJA GTWB "WODA" - CZYLI Z WIZYTĄ U KAŚKI, CO WOJTKA NIE CHCIAŁA

Tematem 43. akcji GTWB jest woda. Pierwsze skojarzenie wody z Warszawą to Wisła - Królowa Polskich Rzek.

Wisła jest powodem, dla którego Warszawa powstała właśnie tu. Jest powodem jej rozkwitu w późnym średniowieczu i renesansie. W toku różnych wojen pomagała i przeszkadzała wielu armiom. Miała niesamowity wpływ na dzisiejszy wygląd naszego miasta. Oddziela dwie, różniące się bardzo od siebie, części miasta.

Dziś Wisła jest gigantyczną oazą zieleni, obaszerem dającym wytchnienie od zgiełku miasta. To czuje się jednak dopiero, gdy się zejdzie nad jej brzeg. Z góry, z mostów, jest jedynie przeszkodą do pokonania, powodem wiecznych korków na mostach. Ale gdy poświęcisz już nieco czasu na zaznajomienie się z Wisłą, będziesz nad nią regularnie wracać.Nigdzie nie ma się takiego kontaktu z Wisłą, jak z miejsca, które jest zewsząd otoczone wodą. Stąd popularność wszelkich tramwajów wodnych, promów między brzegami, rejsów do Serocka itp. Można tez w Warszawie wejść do budynku, który... stoi w nurcie rzeki. To Gruba Kaśka.

Gruba Kaśka to potoczna nazwa ujęcia wody spod dna Wisły w Warszawie.



Wraz z Filtrami Warszawskimi przy Koszykowej i Wodociągiem Praksim ciągnącym wode z Zalewu Zegrzyńskiego stanowią zaplecze dostarczania wody pitnej dla Warszawy w ramach MPWiK. Gruba Kaśka została otwarta w 1964 roku, a więc wtedy, gdy Breżniew odsunął od władzy Chruszczowa, a Krzysztof Krawczyk z Trubadurami przygotowywał się do swego pierwszego wystepu w Opolu w roku następnym.



Celowo napisałem "spod dna", bo faktycznie budynek stoi wbity w dno rzeki, a (to nie do wiary) krystalicznie czystą wodę, przesączoną przez naturalne piaskowe filtry ciągnie się z głębokości kilku-kilkunastu metrów pod dnem Wisły. Warto dodać, ze takie rozwiązanie zostało zaprojektowane przez mgra inz. Włodzimierza Skoraszewskiego i rozpowszechnione na świecie pod nazwami "metoda warszawska" i "studnia warszawska". Niemcy później zbudowali kilka tego typu studzien na Renie.




Cały proces jest zarządzany i kontrolowany ze sterowni wyglądającej, jak centrum dodowdzenia lotami kosmicznymi lub co najmniej elektrownią atomową.





Przed wejściem do budynku przy ul. Francuskiej możemy zobaczyć dwa dreny, czyli ażurowe rury, które leżą pod dnem Wisły. Nowy i zużyty.



Wnętrze zużytego drenu. Leżał na dnie kilka lat.



Dla porównania wnętrze fabrycznie nowego.



Odłupałem sobie na pamiątkę kawałek kilkuletniego osadu spod dna. No, ale spoglądamy w końcu na dół:





I schodzimy tam:






Schody są długie, kręcone tak, że w końcu wszystkim kręci się w głowie.




W końcu stoimy u wejścia do upragnionego, słynnego tunelu pod dnem Wisły:




Faktycznie, potwierdza się plotka, że gdy budowano tunel, wielkie masy wody i piasku przesunęły jego konstrukcję tak, ze teraz jest w środku zagięty - widać to na poniższym zdjęciu.







Drugi raz kręte schody (daruję Wam ten widok) i w końcu widzimy... podniebienie Kaśki.




Nie, po takich drabinkach nie chodziliśmy.



Ale natłok tego typu elementów plus odczuwalne otoczenie wodą zewsząd sprawiały wrażenie przebywania na statku lub co najmniej platformie wiertniczej.








Monitoring jakości wody polega na obserwacji zachowania się małży, które żyją sobie w stalowym korytku:




Otwieramy wieko korytka i oczom naszym ukazują się starannie wyselekcjonowane małże z jednego z polskich jezior (pani przewodniczka nie zdradziła nam, z którego - tajemnica państwowa).



Są one bardzo czułe na zmiany składu chemicznego wody. Stan ich zdrowia jest nieustannie monitorowany.



Po pół roku takiej służby dla warszawiaków małże idą na małżową emeryturę.




Tak mi się jakoś skojarzyło (klik).




Widać kawałek Warszawy:







A to mi się z kolei skojarzylo tak (klik)




Klimatów oceanicznych ciąg dalszy... Na szczęście nikt z nas nie nabawił się choroby morskiej.




Może dlatego, że nie kiwało :)



Jednak nie zapominajmy, że jesteśmy raczej w fabryce, niż na statku.



Wychodzimy na taras widokowy i podziwiamy widoki z tarasu.



W jedną...




... i w drugą stronę.




Nie, to nie lustrane odbicie :) Po prostu Kotwica Polski Walczącej na Kopcu Powstania nie jest ustawiona do oglądania jej ze strony Wisły.




Jeszcze ostatnie kadry. Tu czuć potęgę Wisły.



Warszawski "skajlajn" :)


Kaśka po raz ostatni pokazuje nam swoje podniebienie:



I zstępujemy do czeluści.





W drodze powrotnej w tunelu nagrałem filmik, ale niniejszy blog ma charakter fotograficzny, anie filmowy, więc go tu nie pokazuję (dobra, tak naprawdę, to nudny wyszedł).




A na koniec jeszcze załącznik do pocedury, omawiający nieprawidłowe zachowania ryb. Zachęcam do lektury:


Koniec wycieczki, wszyscy do szalup. Kobiety i dzieci mają pierwszeństwo.


H_Piotr.

16.5.11

PODWÓRKOWA KAPELA

Kiedy zrobiło się ciepło i wiosennie, przez moje podwórko - jak co roku - przeszła podwórkowa kapela. Panowie grali wesoło i nie czynili zbrodni przeciwko muzyce, więc rzuciłem im parę groszy w ramach podtrzymywania warszawskiej tradycji.

Co prawda szkoda, że nie grali warszawskich standardów, ale chyba Cyganie niezbyt je znają.


Poszli dalej umilać życie mieszkańcom. Jak zazwyczaj nie lubię, gdy mi się ktoś wtrąca ze swoją muzyką w mój "czas antenowy", tak tym razem mi się to spodobało.


H_Piotr.



PS. Dobrze, że mieszkam na pierwszym piętrze, bo np. z dziesiątego, to mógłbym im zrobić krzywdę rzucając monetą.



PS 2. Zdjęcie jest staaaare... z 20 kwietnia. W międzyczasie zdążyło już znowu być zimno. Ba, nawet padał śnieg.

pS 3. A tak wyglądało kwitnące (i obłędnie pachnące) drzewko mirabelkowe. Latem będzie pachniało inaczej, ale też pięknie - owocami.

6.5.11

TYLKO DLA DOCIEKLIWYCH

Zagadka nr 1770. zadana przez Era na blogu o warszawskich zagadkach tak zainteresowała moją osobę, że moja osoba odwiedziła to miejsce w krótkim czasie aż dwa razy. Pierwszy raz w porze wieczornej (z tamtego wieczoru pochodziz zdjęcie z poprzedniego wpisu), a drugim razem za dnia.


Stoimy na tyłach Collegium Nobilium, na tyłach PWST im. Zelwerowicza, na tyłach Katedry Polowej WP, na tyłach Muzeum Ordynariatu Polowego WP, na tyłach Miodowej, na tyłach Długiej, na tyłach Podwala.


Słowem, na tyłach wszystkiego.

Widzimy trwającą budowę i - jako, że jesteśmy dociekliwi - zaglądamy przez parkan. Majster już zaczyna nam się niecierpliwie przyglądać, pyta się szefa, czy była na dziś zapowiadana niezapowiedziana kontrola z PINB-u. My tym czasem robimy zdjęcia w najlepsze.



Przyglądamy się tyłom katedry i co widzimy? Głęboki dół. A konkretnie wykop rozparty stalowymi rurami, coby nam się Matka Boska Królowa Polski nie porysowała tak, jak święta Anna, czy święty Antoni Padewski.


Włączamy tryb panoramy w aparacie et voilá! Teraz dopiero widać jak szeroki i głęboki jest ten wykop.


Spójrzcie też na ludzi stojących na dnie wykopu.


Nie jest to może inżynieria ekstremalna na miarę tunelu pod kanałem La Manche, czy mostu przez cieśninę Beringa, ale jak na polskie warunki ciekawostka. A w każdym razie - kino za darmo.


H_Piotr.


PS. Zapomniałbym. Buduje się tu "Centrum konferencyjno-wystawiennicze Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego", inwestorem jest Stołeczny Zarząd Infrastruktury, a projektantem architekt Bartłomiej Telec.

PS 2. W panoramki (zarówno tę poziomą, jak i tę pionową) można (a nawet należy :) kliknąć. Robią się wtedy naprawdę duuuuuże!

28.4.11

KSIĘŻYC W MIEŚCIE

Przyzwyczailiście się zapewne, ze dodaję tu wpisy bardzo rzadko, ale jak juz, to jest gęsto od zdjęć. Z reguły jest to jakaś wyprawa w mało znane (albo bardzo znane, ale niedostępne) miejsce.

Nie zamierzam porzucać tej konwencjiwpisów blogowych, ale skoro przyszła wiosna, to wymyśliłem, ze moze jednak w tych przydługich przerwach będę dawał krótsze wpisy. Tak po jedno - kilka zdjęć.

Czy w tym wytrwam? Zdjęć mi nie brak. To wszystko zalezy więc od Waszego odbioru tego typiu wpisów.

Miejsce: ul. Miodowa, Akademia Teatralna (d. PWST) w gmachu dawnego Collegium Nobilium projektu J. Fontany. Słynna dłoń znad głównego wejścia.
Czas: Jak na mnie niedawno - tydzień temu.

H_Piotr.

24.4.11

Życzenia wielkanocne.

Z okajzi świąt Wielkiej Nocy życzę Wam miłego spędzenia ich w gronie rodzinnym oraz rozwoju pasji, jaką jes Warszawa (i innych też).
H_Piotr.
PS. Zapraszam też do przeczytania życzeń niepoprawnych politycznie.

20.4.11

XLII AKCJA GTWB - "CZERWONY JAK CEGŁA" - WAGONOWNIA SZCZĘŚLIWICE

wagonownia Szczęliwice w Warszawie otwarta w 1929 roku chemin de ferre a Varsovie railway in Warsaw eisenbahn bahn in Warschau architektura czerwona cegła dwudziestolecie międzywojenne projekty rządowe w Warszawie i w stolycy Wagonownia Szczęśliwice otwiera przed nami swoje podwoje. Przy okazji małe "wczoraj i dziś" - zdjęcie ponizej z Muzeum kolejnictwa.
Na terenie wagonowni stała jedna z szubienic, na których Niemcy wieszali polaków w czasie II Wojny Światowej.wagonownia Szczęliwice w Warszawie otwarta w 1929 roku chemin de ferre a Varsovie railway in Warsaw eisenbahn bahn in Warschau architektura czerwona cegła dwudziestolecie międzywojenne projekty rządowe w Warszawie i w stolycy
Napis brzmi: "pamięci powieszonych przez hitlerowców w tym miejscu w dn. 16 X 42 r. 10-ciu więźniów Pawiaka".
Ale wagonownia to przede wszystkim pociągi.wagonownia Szczęliwice w Warszawie otwarta w 1929 roku chemin de ferre a Varsovie railway in Warsaw eisenbahn bahn in Warschau architektura czerwona cegła dwudziestolecie międzywojenne projekty rządowe w Warszawie i w stolycy
Tu za PRL-u (i jeszcze w latach 90-tych XX wieku) stały wagony rządowe, m.in. salonka Bieruta, którą dziś oglądać mozna w pobliskim Muzeum Kolejnictwa.wagonownia Szczęliwice w Warszawie otwarta w 1929 roku chemin de ferre a Varsovie railway in Warsaw eisenbahn bahn in Warschau architektura czerwona cegła dwudziestolecie międzywojenne projekty rządowe w Warszawie i w stolycy
Hale przeglądów:

Po raz pierwszy widać nieco czerwonej cegły. Będzie więcej. duuuużo więcej.wagonownia Szczęliwice w Warszawie otwarta w 1929 roku chemin de ferre a Varsovie railway in Warsaw eisenbahn bahn in Warschau architektura czerwona cegła dwudziestolecie międzywojenne projekty rządowe w Warszawie i w stolycy
Na razie oglądamy sobie tyły:

A teraz juz panoramka od przodu:
wagonownia Szczęliwice w Warszawie otwarta w 1929 roku chemin de ferre a Varsovie railway in Warsaw eisenbahn bahn in Warschau architektura czerwona cegła dwudziestolecie międzywojenne projekty rządowe w Warszawie i w stolycy
Jestem bardzo ciekaw, czy orzełek miał koornę przez cały PRL, cz dorobiono mu ją po 1989.
Budynek główny:
Czerwonoceglane detale:
Nastrój jak na podrzędnej stacyjce, gdzieś w Polszcze:wagonownia Szczęliwice w Warszawie otwarta w 1929 roku chemin de ferre a Varsovie railway in Warsaw eisenbahn bahn in Warschau architektura czerwona cegła dwudziestolecie międzywojenne projekty rządowe w Warszawie i w stolycy

Jakiś pomniejszy budyneczek, ale tez zasługuje na zdjęcie:

Nie musze chyba dodawać, ze wszystkie te budynki stoją opuszczone?
W takim razie, co tu robią pociągi?wagonownia Szczęliwice w Warszawie otwarta w 1929 roku chemin de ferre a Varsovie railway in Warsaw eisenbahn bahn in Warschau architektura czerwona cegła dwudziestolecie międzywojenne projekty rządowe w Warszawie i w stolycy
Otóz, PKP IC obsługuje tu wciąz pociągi dalekobiezne wyjezdzające na wschód i północ (Lublin, Gdańsk)...
... ale od czasu podziału PKP na spółeczki, budynki mają juz innego właściciela, prawdopodobnie PKP PLK lub jakąś spółkę specjalnie od nieruchomości...
... która to spółka chiała od PKP IC sporych pieniędzy za wynajem.
Pracownicy PKP IC gniezdzą się więc w tym małym budyneczku na końcu, a trzy spore czerwonoceglane budynki stoją puste. Ot, kolejowa gospodarka.wagonownia Szczęliwice w Warszawie otwarta w 1929 roku chemin de ferre a Varsovie railway in Warsaw eisenbahn bahn in Warschau architektura czerwona cegła dwudziestolecie międzywojenne projekty rządowe w Warszawie i w stolycy

Więc cieszmy się tym widokiem póki go mamy.

Nasz pociąg juz odjezdza...wagonownia Szczęliwice w Warszawie otwarta w 1929 roku chemin de ferre a Varsovie railway in Warsaw eisenbahn bahn in Warschau architektura czerwona cegła dwudziestolecie międzywojenne projekty rządowe w Warszawie i w stolycy
To najbardziej tajemniczy hotel w Warszawie. Właściwie, to juz od ładnych paru lat nie istnieje, ale nie było komu zdjąć szyldu.
Ale zeby nie siać tak defetyzmu, to pokazę teraz coś, co działa - halę całopociągową:

wagonownia Szczęliwice w Warszawie otwarta w 1929 roku chemin de ferre a Varsovie railway in Warsaw eisenbahn bahn in Warschau architektura czerwona cegła dwudziestolecie międzywojenne projekty rządowe w Warszawie i w stolycy
Landszafcik:
Zegnamy się z wagonownią. Jest tam jeszcze zrujnowane boisko do siatkówki i strzelnica z czasów II Wojny Światowej.
A sama wagonownia Szczęśliwice otwarta została w 1929 roku w ramach rządowego programu przebudowy Warszawskiego Węzła Kolejowego (tak, były wtedy tak szeroko zakrojone programy rządowe). Działo się to na podstawie ustawy z 1919 roku, której artykuł 4 przytoczę w oryginalnym brzmieniu: "Ministerj Kolei Żelaznych mocen jest juz teraz a więc przed zatwierdzeniem kosztorysu, przystapić do natychmiastowego rozpoczęcia przebudowy węzła kolejowego warszawskiego według plany przez Ministra ułozoznego". Ech, to były czasy...wagonownia Szczęliwice w Warszawie otwarta w 1929 roku chemin de ferre a Varsovie railway in Warsaw eisenbahn bahn in Warschau architektura czerwona cegła dwudziestolecie międzywojenne projekty rządowe w Warszawie i w stolycy

H_Piotr.