20.4.12

LIV AKCJA GTWB - "WISI, DYNDA, POWIEWA", CZYLI WARSZAWSKIE WILLMANNY, CZĘŚĆ 1.

Dziś pierwszy post z serii, którą przygotowuję w trudzie, mozole i znoju od... dawna.

Czym są tytułowe "warszawskie Willmanny"?
Jest to zbiór obrazów Michaela Leopolda Willmanna, które znaleźć możemy wiszące w Warszawie.

Kim był Willmann? Skąd te obrazy się wzięły w Warszawie?
Michael Willmann był malarzem doby baroku (ur. 1630 w Królewcu - zm. 1706 w Lubiążu). Większą część swego artystycznego życia spędził w Lubiążu malując obrazy i freski dla tamtejszego opactwa (o którym więcej tutaj). Dobra, stała, intratna posada. A malował na tyle dobrze, że zyskał przydomek "śląskiego Rembrandta".

Część jego obrazów w wyniku II Wojny Światowej, zajęcia klasztoru przez Armię Czerwoną i akcji profesora Lorentza trafiła do warszawskich kościołów oraz warszawskiego Muzeum Narodowego. Warszawiak powie, że Lorentz obrazy "zabezpieczył", mieszkaniec Dolnego Śląska, że "ukradł". Poprzestańmy zatem na zgniłym kompromisie - "ukradł aby zabezpieczyć". Były kościół w Lubiążu do dziś stoi pusty i jest ruiną. Może gdyby nie tamta "kradzież", dziś tych obrazów po prostu już by nie było?
Oczywiście dzieła Willmanna na Dolnym Śląsku znajdują się nie tylko w Lubiążu. Najwięcej obrazów w jednym miejscu wisi w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Jednak biorąc pod uwagę miasto, najwięcej znajduje się w Warszawie.

Willmann malował duże i małe obrazy. Dziś o tych mniejszych. Widzimy fragment hallu i klatki schodowej w Muzeum Narodowym. Trzy płótna Willmanna wiszą niejako na korytarzu (przypomina to nieco sytuację z polskich szpitali).
A tu w ramach małego "wczoraj i dziś" młoda Krystyna Janda gna korytarzem w poszukiwaniu rzeźby przedstawiającej socrealistycznego herosa. Zanim ją znajduje, mija obrazy wiszące na ścianie. Jest ich więcej, niż dziś. Gdzie podziała się reszta? Czyj gabinet zdobią?
No, po przydługim wstępie w końcu i same obrazy:

1. "Pejzaż z powołaniem św. Mateusza" z 1675 roku.
2. "Pierwszy upadek Jezusa pod krzyżem" - obraz z cyklu "Kalwarii Krzeszowskiej" obrazów wykonanych dla sanktuarium w Krzeszowie.
3. Z tej samej serii "Przybicie Chrystusa do krzyża" z ok. 1682 roku.4. "Krajobraz ze św. Janem Chrzcicielem" z 1656 roku.
Detal z samym tytułowym bohaterem:
5. "Pejzaż z architekturą i sceną z Nowego testamentu" z 1664 roku.
6. "Chrzest Chrystusa" z 1681-1682, wisi w Katedrze św. Jana, ale nie w nawach, tylko w kaplicy baptysterium - zamkniętej kratą i szybą, ultraciemnej - co ja się namęczyłem, żeby chociaż takie zdjęcie mu zrobić. Może po remoncie katedry będzie lepiej?
7. "Św. Bernard ze swoimi przyjaciółmi przed opatem z Citeaux" namalowany po 1701 roku. Wisi (wisiał do remontu) w bocznej nawie katedry Św. Jana.
8. "Św. Józef z Dzieciątkiem Jezus" ok. 1695. Kościół p.w. św. Józefa Oblubieńca na Kole (ul. Deotymy). Swoją drogą, architektura tego kościoła warta jest oddzielnego wpisu.9. "Nawiedzenie Najświętszej Maryi Panny" z 1682 roku. Kościół p.w. Nawiedzenia NMP na Nowym Mieście (ul. Przyrynek). Ten kościół też jest wart oddzielnej notki.
Ciąg dalszy oczywiście nastąpi.

H_Piotr.

PS. Nigdy nie sądziłem, że zainteresuję się malarstwem, ale historia malarza, którego niemal połowa obrazów po wojnie wyjechała do Warszawy, gdzie rozsiana jest po ponad dziesięciu miejscach i prawie nie znana, to jest coś, co mnie "wzięło".

18 komentarzy:

  1. Może za rzadko bywam w szpitalach, ale w żadnym nie widziałem obrazów Willmanna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie "śledztwo" i zgłębianie jakiegoś tematu, zbieranie i szukanie elementów układanki faktycznie potrafi wciągnąć.

    OdpowiedzUsuń
  3. zaś w Krzeszowie figurowała (nie wiem czy nadal) knajpa "Willmanowa pokusa". śik!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JEST, JEST, OCZYWIŚCIE !

      Usuń
  4. Marcin - Pojedź do Tworek.

    Meteor2017 - Oj, potrafi, na długie miesiące. Wciąga bardziej, niż Kąter Strąk.

    Er - To jakaś podróba, bo przez jedno "n".

    OdpowiedzUsuń
  5. Łóżka na szpitalnych korytarzach to tzw. dostawki. Na pierwszym zdjęciu widać dowieszki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Historia pasjonująca, ale same obrazy już (jak dla mnie) - niestety nie. Oczywiście się nie znam. W każdym razie pozdrawiam Willmanny przez dwa enn.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wisien - O! Dobre słowo, "dowieszki". Z tym, że w muzeum miały miejsce jakieś "odwieszki" albo "zdejmki".

    I am I - Jak to "się nie podoba"? Siadaj, pała. I powtórz 300 razy: Willmann wielkim malarzem był ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Willmanowa Pokusa istnieje nadal - karczma ze spaniem, o ile się nie mylę.

    A mi się Willman kojarzy z drewnianymi kolumnami przy ołtarzu, które tak dobrze imitowały marmurowe, że zapadły mi, jak widać, na kilkadziesiąt lat, w pamięć.
    Bardziej niż reszta ...

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam wrażenie, że jakby część stałej ekspozycji MN, gdzie te same obrazy wiszą w tych samych salach od czasu mego wczesnego dzieciństwa - ktoś wyniósł, prawdopodobnie minęłyby dekady, zanim ktokolwiek odczułby ich stratę. Zawsze się zastanawiałam, dlaczego cenne eksponaty gniją w magazynie muzeum, podczas gdy tyle byle jakich wisi od 30 lat.

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba właśnie teraz (na Euro2012?!) szykowana jest rewolucja w ekspozycji MuzNar-u.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo dobry wpis, bardzo fajny temat! Gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jestem "element napływowy" i jak chodzę po MNW i oglądam te wszystkie zabytki "zabezpieczone" z Wrocławia, Świdnicy, Krzeszowa, to szlag mnie jasny trafia, no nie poradzę. Ja rozumiem, że zaraz po wojnie była zapewne potrzeba ulokowania dziedzictwa w jakimś bezpiecznym miejscu, ale mamy już Rok Pański 2012, Dziki Zachód już nie taki dziki, sanktuarium w Krzeszowie pięknie odnowione... Może już starczy tej pożyczki? A i miejsce na ekspozycję zasobów magazynowych by się zwolniło...

    OdpowiedzUsuń
  13. Zarówno artykuł, jak i wysiłki fotograficzne H_Piotra są nie do przecenienia. Wielkie dzięki!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonimowy15/2/14 14:28

    Polecam Pańskiej uwadze monografię dot. artysty "Michael Willmann i jego malarska pracownia" autorstwa Andrzeja Kozieła. Pozdrawiam i dziękuję za ciekawy post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałem ją w księgarni, ale była koszmarnie droga.

      Usuń
  15. Dziękuję za ciekawe i przydatne informacje na temat Willmanna i jego obrazach. Właśnie wróciłem z Krzeszowa:)

    http://tajemniczapodroz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń