23.9.12

WARSZAWA - MIASTO NADGRANICZNE, CZ. 2

Dziś część druga tego wpisu o granicach dookoła Warszawy.

Po zwycięskiej wojnie z Austriakami do Księstwa Warszawskiego przyłączono resztę Mazowsza i Lubelszczyznę. Granica się odsunęła od Warszawy. Po Kongresie Wiedeńskim o przemianowaniu okrojonego Księstwa Warszawskiego na Królestwo Polskie (Kongresowe) ustanowiono nowe województwa, a potem gubernie, jednak ich granice zmieniały się tak często, a poza tym były tak mało ważne (przecież i tak o wszystkim decydował Petersburg), że nie będę tu ich omawiał.

Podczas I Wojny Światowej, gdy wojska rosyjskie po 100 latach opuściły tereny polskie, zaczął się trzyletni epizod - okupacja niemiecka i austro-węgierska. Granica między strefami przebiegała Pilicą do Wisły i Wisłą w górę (czyli na mapie w dół :) w związku z czym Warka stała się na moment miastem granicznym.
Tamta okupacja nie była dla Warszawy tragiczna - poza zniszczeniem przez wycofujących się Rosjan obiektów strategicznych (mostów i dworców) oraz ewakuowaniem fabryk największą stratą było wymarznięcie (z powodu braku ogrzewania) przebogatej kolekcji drzewek pomarańczowych w Nowej Pomarańczarni.

Niestety, już niecałe 21 lat po zakończeniu Wielkiej Wojny wybuchła Jeszcze Większa Wojna. Tym razem Niemcy zajmowali się poza rabunkiem, gwałtem i morderstwami na obywatelach Polski, również wytyczaniem kilku granic na mapie:
Tuż przed wojną, 23 sierpnia 1939 Niemcy podpisały ze Związkiem Radzieckim Pakt Ribbentrop-Mołotow, według którego (w tajnym dodatku) linia demarkacyjna między wojskami niemieckimi, a radzieckimi miała przechodzić Wisłą (!)

Dla mnie nie do wyobrażenia: na lewym brzegu - Stadt Warschau, a na prawym - город Прага. Kontrola graniczna na moście Poniatowskiego. Brr!

Przebieg tej linii zmieniono bardzo szybko - 28 sierpnia - zanim jeszcze zdążył wejść w życie. Nowa wersja dzieliła Polskę na Bugu.


Północne i zachodnie tereny przedwojennej Polski Niemcy włączyli bezpośrednio do III Rzeszy, z reszty utworzyli (jak 26 lat wcześniej) Generalne Gubernatorstwo. Jednak Warszawa była (od strony geograficznej i administracyjnej) mocno na uboczu GG - stolicą był Kraków, a zasięg GG na południowy wschód do 1941 był po Rzeszów i Bieszczady, a od 1941 po Stanisławów i Kołomyję.

A na północny-zachód od Warszawy? Jedynie po Nieporęt, Skierdy, Łomna, pół Puszczy Kampinoskiej. Po stronie rzeszowej został Serock, Zegrze, Nowy Dwór Mazowiecki, Zakroczym.

Trzeba wspomnieć o granicach wewnątrzmiejskich, które utworzyli Niemcy, a po której stronie możesz przebywać nie zależało od tego, gdzie mieszkasz, ale jakiej jesteś narodowości:

Getto żydowskie - okropne miejsce śmierci ok. 400 000 ludzi. Polakom i Niemcom zakaz wstępu. Próby przekroczenia granicy w którąkolwiek ze stron - rozstrzelanie na miejscu. Mury budowane wzdłuż ulic, tranzytowe tramwaje z zasłoniętymi oknami. Granice getta zmieniały się tyle raz, że nawet mój kolega, który jest znawcą tematyki getta stwierdził, że nie zna wszystkich zmian, dlatego daję tylko poglądową mapkę:
Getto to nie tylko Muranów. Pierwotnie w jego skład wchodził też Mirów, Grzybów, cały cmentarz żydowski na Okopowej, kawałek Nowego Miasta i Śródmieścia - aż po obecny Pałac Kultury.
Zawsze gdy oglądam zdjęcia Muru Berlińskiego i czytam o strzelaniu przez wschodnioniemiecką milicję do uciekających z NRD do RFN, myślę sobie, że to nie była pierwsza taka sytuacja w Europie - "kto sieje wiatr, ten zbiera burzę".
Na zdjęciu Plac Żelaznej bramy, po prawej getto, po lewej zniszczony częściowo Pałac Lubomirskich i korytarz tranzytowy łączący Śródmieście z Wolą:

Drugą granicą była wydzielona strefa niemiecka - obejmowała ona Aleję Szucha z okolicznymi uliczkami, kawałek Mokotowa (okolice Sandomierskiej) i Powiśla (okolice ul. Śniegockiej). Od pewnego momentu Polakom też był tam wstęp wzbroniony.
Na zdjęciu wylot Alei Szucha na Plac Unii Lubelskiej:



Oddzielnym tematem są granice powstańczych "dzielnic" w 1944 roku. To również były granice życia i śmierci - że porównam Wolę i Pragę - to jak porównywać Koreę Północną i Południową po 1953 roku. Między dzielnicami prawie nie było kontaktu. Rozkazy przekazywano kanałami, lub radiowo - przez Londyn (!). Ludzie (nawet rodzina, czy przyjaciele) zamieszkujący przez te 63 dni inne dzielnice mają zupełnie inne a przeżycia i wspomnienia z tamtych czasów.
Można powiedzieć, że wizja granicy niemiecko-radzieckiej z 1939 ziściła się na przełomie 1944/45 roku - Armia Czerwona po zajęciu całej prawobrzeżnej Warszawy stanęła na długie 126 dni. Kiedy wojska niemieckie dusiły Powstanie, a potem specjalne grupy w opustoszałym mieście podpalały dom po domu sprawdziwszy uprzednio, czy nie zostały jakieś kosztowności (albo chociaż ciepłe kołdry), po drugiej stronie rzeki instalowała się Polska Ludowa wspierana przez NKWD ("Cyryl jak Cyryl, ale te metody").

---   ---   ---

Oczywiście przez Warszawę lub jej najbliższą okolicę w toku historii przebiegały również inne (nie polityczne i nie wojskowe) granice:

Drugim najważniejszym podziałem administracyjnym po państwowym (a w pewnych czasach może i najważniejszym) jest kościelny. Przez całą I RP Mazowsze było podzielone między Diecezję Płocką i Archidiakonat Warszawski Diecezji Poznańskiej. Proste - każdy kolejny biskup poznański nie godził się przez setki lat na odłączenie łakomego kąska, jakim była Warszawa.
Skończyło się na tym, że przez prawie 500 lat (!), aż do 1798 roku, kiedy to Prusacy w swoich Nowych Prusach Wschodnich zrobili reformę podziału administracyjnego Kościoła, wszystkie parafie lewobrzeżne oraz Zerzeń były pod zwierzchnictwem poznańskim, a praskie pod płockim. Nie wiem, jakie to miało konsekwencje (pewnie poza miejscem wędrowania podatków), ale mogło stanowić jedną z podpór odrębnej tożsamości mieszkańców Pragi, która (przypomnijmy) uzyskała prawa miejskie w 1648 roku od Władysława IV Wazy, a została włączona do Warszawy na fali ustaleń Sejmu Wielkiego w 1791 roku.
Od 1992 roku znów przez Warszawę przebiega granica diecezji. Kiedyś obie części Warszawy podlegały katedrom umiejscowionym setki kilometrów stąd, a teraz obie katedry stoją w Warszawie - na lewym brzegu Wisły Archikatedra Warszawska św. Jana Chrzciciela, a na prawym Katedra Warszawsko-Praska św. Floriana i św. Michała Archanioła. Dla przeciętnego wiernego różnica jest taka, że będąc na Mszy na Żoliborzu, Mokotowie, Woli słyszy "módlmy się za naszego biskupa Kazimierza", a na Pradze, Bródnie, Grochowie, Saskiej Kępie - "módlmy się za naszego biskupa Henryka".

Językoznawcy rozróżniają w języku polskim gwary, czy też dialekty ("Czym różni się dialekt od języka?" Język dysponuje administracją i armią " ;) A dialekt mazowiecki dzieli się na dialekt Mazowsza Bliższego (bliższego czemu?) i Dalszego.
Co prawda inna mapka pokazuje tę granicę bardziej na linii Nieporęt - Radzymin - Wołomin, niż przez środek Warszawy, ale tu gdzie rdzenni mieszkańcy stanowią może z 15% ogółu, to ciężko o jakiekolwiek wiarygodne dane :)

Jeszcze jedną ważną nieoficjalną granicą, o której często się zapomina jest granica między normalnym, europejskim, rozstawem szyn na kolei, a szerokim, rosyjskim. W 1845 otwarto Dworzec Warszawsko-Wiedeński, a w 1848 całą linię łączącą Warszawę przez Wiedeń z całą Europą. Linia ta miała (i ma do dziś) normalny rozstaw torów - 1435 mm (tak, żeby łatwo było zapamiętać). Mimo, że odcinek Warszawa-Sosnowiec leżał na terenie Królestwa Polskiego (Kongresowego), to inwestorom (a linię budowali Polacy) udało się uprosić władze w Petersburgu o zezwolenia na zastosowanie tego rozstawu. Kolejne linie kolejowe dochodzące do Warszawy, tym razem ze wschodu - linia Warszawsko-Petersburska w 1862 (do Petersburga; obecny Dworzec Wileński) i Warszawsko-Terespolska w 1867 (do Moskwy; obecny Wschodni) były szerokotorowe (1524 mm).
Powód? Militarny (chociaż istnieje też wersja humorystyczno-zbereźna powodu tej dziewięciocentymetrowej różnicy). Chodziło o to, żeby potencjalnemu wrogowi (Niemcom i Austro-Węgrom) nie było zbyt łatwo podczas atakowania Matuszki Rasiji. Koniec końców okazało się to nieskuteczne, bo kiedy zaatakowali, to weszli w nią jak w masło i konieczność zmiany podwozi wagonów niezbyt im w tym przeszkodziła. Po odzyskaniu niepodległości Polacy zdecydowali przekuć wszystkie linie kolejowe na terenie kraju na rozstaw normalny. Ciekawostka - tramwaje warszawskie przez całe dwudziestolecie międzywojenne w spadku po zaborach były szerokotorowe (polecam wybrać się na ul. Chłodną z miarką), przekuto je dopiero w latach 1945-50.
Skutek dla Warszawy był pozytywny - przez 50 lat każdy, kto wybierał się z Rosji do Europy lub na odwrót, albo przesyłał towary koleją na tejże trasie, musiał się przesiadać w Warszawie (przeładowywać towary). To siłą rzeczy spowodowało rozwój infrastruktury transportowej (most Kierbedzia w 1865, tramwaje konne już w 1866 roku, most kolejowy przy Cytadeli w 1875), przeładowczej (ogromny dworzec towarowy Kolei Wiedeńskiej tam, gdzie dziś Muzeum kolejnictwa), hotelarskiej (Hotel Europejski w 1857) i mnóstwo miejsc pracy, nie mówiąc o docieraniu wszystkich mód z obu stron do Warszawy lotem błyskawicy.

I tak dobrnęliśmy do naszych czasów. Oby już żaden więcej polityk ani wojskowy nie wytyczał żadnych linii przez Warszawę, ani koło niej.

H_Piotr.

13 komentarzy:

  1. "Kto sieje wiatr..." - może i tak, ale należy pamiętać, że w Berlinie to akurat nie ci, do których strzelano, podejmowali decyzje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe to zdjęcie z Pałacem Lubomirskich - chyba go nigdy nie widziałem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Marcin - Wiem, ale jednak to Niemcy stawiali mury w środkach miast (nie tylko w Warszawie) i strzelali do tych którzy chcieli je przekroczyć, a potem im postawiono i do nich strzelano.

    I am I - Ciekawe. Oczywiście pałac przed przekręceniem, więc teraz to miejsce wygląda... ech, ja nie będę używał słów!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy wpis, jeszcze chciałbym wiedzieć, gdzie dokładnie przebiega granica między szkołą otwocką a falenicką ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Obok granicy między szkołą warszawską i krakowską ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny artykuł i mimo, że nie przepadam za tym okresem w historii to wciągnęły mnie te informacje, a zdjęcie pałacu Lubomirskich rzeczywiście zacne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy25/9/12 16:26

    Wpis świetny, niezwykle ciekawy. A co do muru dzielącego NRD i RFN, to ja akurat żałuję, że już go nie ma. Niemcy zasługują na mur i alianckie strefy okupacyjne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był taki żart, że "Francois Mitterand tak bardzo kocha Niemców, że życzy im, by na zawsze mieli dwa państwa".

      Usuń
  8. Puszczenie granicy Rzesza - GG przez Puszczę Kampinoską było bardzo ciekawym posunięciem okupanta. No i "dzięki" temu wzbogaciliśmy się o miejsce pamięci w okolicach Warszawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno właśnie tym się kierowali :)

      Ale cóż, według niektórych "Warszawa jest miastem bez historii", bo historia to tylko to, co działo się w średniowieczu :P

      Usuń
  9. Wydaje mi się, że mogło to mieć związek z mennonickim osadnictwem na Powiślu Kampinoskim, w sumie do Rzeszy poszły te tereny, na których mieszkali Olędrzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że o tym nie pomyślałem...

      Usuń