14.11.14

Druga linia metra - ... ale niech te plusy nie przesłaniają nam minusów.

Budowa centralnego odcinka II linii metra jest z pewnością jedną z najważniejszych inwestycji ostatnich lat w Warszawie. Inwestycją oczekiwaną, kosztowną, skomplikowaną. Urzędująca pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz bardzo chciała otworzyć tę linię przed wyborami 16 listopada 2014. Nie udało jej się, więc chociaż zorganizowała (taa, ona) dzień otwarty tydzień przed wyborami. Nie przewidziała chyba, że przyjdą tam też ludzie patrzący krytycznym okiem na tę inwestycję i sposób jej realizacji.

Dzisiejszy wpis jest kontynuacją poprzedniego o plusach drugiej linii metra. Będzie dużo dłuższy od tamtego... Czytanie tego posta (i oglądanie zdjęć) możecie śmiało podzielić na dwa-trzy etapy ;-)

--- --- ---    --- --- ---    --- --- ---

Zasadniczo minusy centralnego odcinka drugiej linii metra można podzielić na 7 kategorii:

1. Skopsany przebieg, ale to skutek błędnej decyzji sprzed wielu lat, niezmienionej przez nikogo. Przez tę tchórzliwość kolejnych decydentów, teraz mamy drugą już linię metra, która omija wszystkie dworce kolejowe (dalekobieżne), a zarazem przebiegając równolegle w odległości ok. 600 metrów od istniejącej linii średnicowej, po której pociągi podmiejskie poruszają się co ok. 4-5 minut, dubluje ją. Linię średnicową możnaby wyremontować i dostosować do obsługi miasta za ułamek kwoty wydanej na metro. Mamy linię metra, która nie ułatwia poruszania się "po skosie" wobec siatki ulic (czego nie zastąpi żaden tramwaj ani autobus), za to idzie pod Świętokrzyską, którą równie dobrze mógłby iść tramwaj. Już pomijam fakt, że nie wiedzieć czemu, na otwarciu linii Wola - Śródmieście - Praga najbardziej straci komunikacyjnie Mokotów (skrócenie linii 159, 187 i 174).

2. Skopsane umiejscowienie poszczególnych stacji. Nieco lepsze, niż skandalicznego "Ratusza-Arsenału" na I linii, ale np. "Centrum Nauki Kopernik" leży nie dość, że na uboczu Powiśla, to w miejscu, które utrudniło (i zapewne podrożyło) budowę stacji. Stacja "Stadion Narodowy", gdzie miejsca było naprawdę bardzo dużo, ma okropnie rozwiązane przesiadki do SKM-ki i wyjścia w kierunku tytułowego Stadionu.

3. Skopsaną (częściowo) estetykę stacji. Wiem, wiem, de gustibus non est disputandum, ale "pająki" daszków nad wejściami mi się po prostu nie podobają. Są krzykliwe swoją formą, chcą się wybić ponad wszystko, niczym "Czarny Kot" na Okopowej róg Powązkowskiej. Inna kolorystyka wejść do poszczególnych stacji nie przysparza tej linii ładu. Z drugiej strony, pozostawienie na jednym z narożników skrzyżowania Marszałkowska / Świętokrzyska starych wiat, to kuriozum. Ale cóż, jak to powiedział "klasyk" - "pojęcie ładu jest pojęciem względnym". Kolorki na stacjach owszem, żywe, ale nieco "lego-klockowe", nie wytrzymują porównania z ursynowskimi stacjami I linii. Jak się doda do zielonych sufitów stacji "Stadion narodowy" sraczkowaty kamień na ścianach, to wygląda to jak:

4. Niedoróbki w wykonawstwie. Niektóre - mam nadzieję - zostaną poprawione przed 14 grudnia (cały czas się łudzę, że wtedy centralny odcinek zostanie otwarty), ale część na pewno nie. Wynikają one z niedokładności projektowej, a czasem ze zwykłego pośpiechu przy montażu. Pokażę je w dalszej - zdjęciowej - części wpisu.

5. Szał z nazewnictwem stacji - Czy wiecie, że żadna z nowych stacji (za wyjątkiem przesiadkowej z I linią) nie ma nazwy jednowyrazowej? Najkrótsza nazwa składa się z 5 sylab ("Rondo ONZ"), najdłuższe koszmarki nazewnicze ("Centrum Nauki Kopernik" i "Nowy Świat - Uniwersytet") zaś aż z ośmiu. Przez moment nawet zapowiadało się, że dostaniemy jeszcze gorszą nazwę - rozważano wersję "Powiśle - Centrum Nauki Kopernik".
Oczywiście stacja przesiadkowa z SKM-ką "musi" nazywać się inaczej, niż stacja SKM-ki ("Stadion Narodowy" vs "Stadion"). Pierwotnie też zapowiadało się, że będą dwie stacje "Powiśle" - jedna SKM-ki, druga metra - odległe od siebie o 700 m.

6. Ordynarne babole projektowe. Najczęściej funkcjonalne ("wąskie gardła", strome schody, niedopasowane elementy, elementy niebezpieczne dla użytkowników itp.) Więcej zdjęć w części ilustracyjnej wpisu.

7. I na deser mój "konik", czyli informacja wizualna - totalnie spartolona. Naprawdę, od początku do końca. Nieczytelna, myląca, chaotyczna. O ile przed 14 grudnia nie pozdejmują plansz i nie pozawieszają nowych, innych, to szykuje się niezły sajgon: "którędy do...?", "w którą stronę wsiąść w kierunku...?", "gdzie ja właściwie wysiadłem?" itp. W drugiej części wpisu - oczywiście ilustrujące zdjęcia.

--- --- ---     --- --- ---     --- --- ---

A teraz do meritum, czyli zapraszam do obejrzenia zdjęć pokazujących niektóre aspekty, które wymieniłem (i pokazujące, że nie przesadzam):

 Na początek babol, który już został poprawiony. Kiedym w lipcu br. zwiedzał niegotową jeszcze "Świętokrzyską", powitało mnie logo metra... w lustrzanym odbiciu. Ktoś źle wydrukował, ktoś nie sprawdził, ktoś zamontował, ale już wymienili. "Poszło w koszty". Ale żeby to tylko takie błędy były...
Jednak koloru tego "pająka" to ja długo nie przeboleję.

No dobra, ale wchodzimy. Już od progu witają nas...

 ... dosztukowane elementy zabezpieczające przed zalaniem schodów... (czyż nie pięknie łączy się czarny połyskliwy kamień z opaską z kostki bauma?)
 ... przed zacinającym deszczem... (a przy okazji na powyższym zdjęciu widzimy poprawki po niewłaściwym wykonaniu elementu betonowego - zeszlifowane fragmenty i dosztukowane placki)
 ... przed sprawą karną, gdyby jakieś dziecko (albo upojony zwycięstwem swej drużyny kibic) weszło na pochyły beton i spadło na schody jakieś 6 m niżej...


 ... lub przywaliło głową w szybę, której niemal nie widać, ale będzie czuć na rozbitym czole... M.in. akurat tam, gdzie tłumy dzieci będą szły z/do CNK.

Teraz coś z estetyki, czyli g.wno w lesie w całej okazałości + fangorowe litery, które źle się czyta i z bliska i z daleka, według mnie jedyne co wprowadzają, to wrażenie rozlanej wielokolorowej farby na ścianie, czyli chaos:
Tak nieczytelne, że w końcu i tak musieli sięgnąć do sprawdzonych pomysłów z I linii:

 A tu taki śmieszny babol projektowy:
Szklana balustrada"ustępuje" miejsca słupowi betonowemu. Prawdopodobna wersja jest taka: podczas projektowania kładki nad torami architekt miał na rysunku zaznaczony słup, to znaczy jego rzut na posadzce. Ale nie przewidział tego (a może ten pomysł został dodany później?), że słup się rozszerza, więc gdy budowano balustradę kładki, weszła ona w światło rozszerzonego słupa. Trzeba było ją obniżyć w tym miejscu.
 Przez to, że kładki na "Stadionie Narodowym" wiszą nieprostopadle do torów, a sufit jest wyłożony "kubikami", efektem jest coś, co przypomina mi powiększaną bitmapę. Według mnie niezbyt estetycznie:
 Ale zaraz, zaraz, co to wisi nad nami? Jakieś kable budowlane, które zaraz znikną? Nie, to przewody telekomunikacyjne, które będą sobie tu wisiały na stałe!
 Jak się jeszcze raz na tę stację spojrzy, uwzględniając te szczegóły, to nie robi już aż tak dobrego wrażenia. BTW ten pan po prawej to kierownik kontraktu budowy całej stacji "Stadion Narodowy", który zaraz potem mnie z tego peronu wyprosił, bo przez pomyłkę wszedłem na peron przyszłej III linii, czyli ten, który będzie nieużywany jeszcze nie wiadomo jak długo.
 Wejść było łatwo, ale wyjść... Przez najbliższe x lat wejście na nieużywany peron będzie zastawione taką gustowną ścianką z kartongipsu:
 Jeszcze parę niedoróbek (a ściślej - niedokończonych robót) ze "Stadionu Narodowego" i "Centrum Nauki Kopernik", ale to akurat sądzę, że dokończą przed 14 XII. Sfotografowałem w celach dokumentacyjnych:





Pora na grubszy kaliber błędów:
 Bardo szeroka kładka nad torami, a słup akurat w takim miejscu, aby skręcający w lewo człowiek albo musiał go omijać, albo próbować się mieścić w przejściu szerokości ok. 50 cm i nie nadziać się na metalową balustradę.
 Jedno z bardziej uczęszczanych wejść na "Stadion narodowy" (bo tędy będą schodzić ludzie z przystanku autobusów z Zacisza, Grochowa itp.). Muszą skręcić w lewo, przejść koło słupa zawężającego przejście, skręcić w prawo i ścieśnić się w drzwiach, które "oczywiście" nie mogły zostać postawione pod kątem 45 stopni do schodów. Następnie muszą przejść przez bramki, których (jak już Marcin słusznie zauważył u siebie) przepustowość zapewne będzie mniejsza, niż tych z I linii.
 To za to są schody w kierunku stacji SKM Stadion i samego Stadionu Narodowego. Strome, ale przynajmniej szerokie schody, po gwałtownym skręcie o 90 stopni zwężają się o połowę. Idealne miejsce, aby tłum się tu wywalił na schodach. Jedyna nadzieja (sam nie wierzę, że to piszę), że podczas dużych imprez na Stadionie Narodowym stację metra będą wyłączać z użytkowania (np. metro będzie przejeżdżać bez zatrzymywania). Ale duży ruch przewiduję tu i na codzień - przesiadka z SKM-ki ze wschodnich rubieży aglomeracji warszawskiej.

A kiedy już uda się wyjść z metra, można przejść pod daszkiem, którego zieleń pasuje do wszystkiego*...
... i spróbować się nie wykopyrtnąć na pojedynczych schodkach ustawionych pod kątem ok. 45 stopni do ruchu ludzi (zaznaczyłem czerwonymi kropkami).
 W samym metrze (tu akurat "Nowy Świat - Uniwersytet") czasem przesiadki z jednych schodów ruchomych na drugie, są zorganizowane w miarę dobrze...
 ... częściej jednak akurat tam, gdzie wszyscy zawracają, stoi sobie słup. Żeby chociaż istniała barierka opasująca go od strony ciemnej ściany, aby każdy musiał go obejść od zewnątrz...
 A właśnie - czerń ścian w przejściach podziemnych na niemal wszystkich stacjach jest dość dołująca, a identyczna stylistyka tych przejść dość myląca - można zapomnieć, na której stacji się człowiek znajduje. Serio.

Można też poczuć się jak w trumnie:
 Na co najmniej dwóch stacjach windy znajdują się za dodatkowymi drzwiami (przeciwpożarowymi?) przez co na windę czeka się w małym ciemnym przedsionku. Drzwi są ciężkie do otwierania i dodatkowo odseparowują czekających na windę od reszty. Poza tym, że jest to niewygodne w użytkowaniu (dla niektórych np. niepełnosprawnych na wózkach chcących skorzystać z windy, może nawet uniemożliwiające samodzielne skorzystanie z windy), to jeszcze zaprasza meneli do odhaczania dolnego poziomu piramidy Maslowa:

Winda... winda ma też górny poziom:
 Tu guza nabić sobie mogą nie tylko dzieci, ale również dorośli - sam o mało tego nie zrobiłem. Środkowa z tych belek podtrzymujących pionową szybę wypada akurat na wysokości mojej głowy. Poza tym, ciekaw jestem, gdzie będzie spływać woda deszczowa ze szklanego daszku. Może tego nie widać na zdjęciu, ale on nie ma spadku w żadną stronę. Nie ma też rynny, więc albo będzie się malowniczo lać po ścianie po lewej, albo wprost na podchodzącego niedoszłego pasażera windy. No bo przecież nie na prawo, gdzie pozioma szyba z pionową są połączone około dwucentymetrową warstwą silikonu (krzywą i wygładzaną paluchem):
 Gdy nie dało się spartolić funkcji, to chociaż estetykę:
Piękna (niegdyś) oś urbanistyczna ulicy Kubusia Puchatka, w kierunku południowym i...
 ... północnym:
 Gdzie jeszcze kuku mogą sobie zrobić użytkownicy? Przy świetliku, o którym wspominałem w poprzednim wpisie. Świetlik jest sprawiedliwy - tu guza mogą sobie nabić i dzieci i dorośli (chyba nawet ktoś już to zrobił, bo dwie szyby są stłuczone):
 Zawsze można jeszcze potknąć się na peronie o wystające oprawy lamp w podłodze:
Dzieciom, jako bardziej ruchliwym, umożliwiono jeszcze wspinanie się na pochyłość i spadnięcie z ok. 2 m na kamienną posadzkę:


Schody też można zaprojektować nie tak. Wystarczy wyjście z metra skonstruować tak, że pasażerowie najpierw jadą schodami ruchomymi, a potem chciał-nie-chciał resztę muszą przejść zwykłymi schodami. Tradycja i nowoczesność:
Z okolic wyjść z metra: "Święta Przepustowość" mówi, że Nowy Świat jest tak ruchliwą ulicą, że nie można było pasów wzdłuż Świętokrzyskiej namalować w osi chodnika, ale dopiero za rogiem, dzięki czemu wszyscy cieśnią się na wąskim chodniku Nowego Światu:
 Szerokie przejście dla pieszych przez jedną i drugą jezdnię mostu Świętokrzyskiego, prowadzące ze stacji "Centrum Nauki Kopernik" do Centrum Nauki Kopernik, kończy się chodniczkiem węższym, niż 1,5 metra, w dodatku oddzielonym słupkami od trawnika, a nie od zaparkowanych samochodów (!)

Przechodzimy teraz do rzeczy, którą najtrudniej było spartolić, a jednak się udało, czyli do systemu informacji wizualnej. System na I linii nie jest idealny, ale raczej działa. Mapki okoli stacji są czytelne, w przejściach podziemnych napisane są linie autobusowe i tramwajowe wraz z przystankami krańcowymi (co prawda na naklejonych karteczkach, ale jakoś to działa). W zasadzie jedyną rzeczą, do której można się tak naprawdę przyczepić, są pomarańczowe tzw. "schematy linii metra", z których nic nie wynika (ul. Syta na Zawadach zaznaczona taką samą kreską, jak ul. Marszałkowska i trasa Armii Krajowej). Na II linii metra popełniono błędy, których nawet nie popełniono na I linii. Z daleka wszystko wygląda w porządku. Oto tablica wisząca nad peronem, pokazująca, z której krawędzi odjeżdżają pociągi w którym kierunku:

 Jednak pasażerowie zjeżdżający na peron najpierw ujrzą taki widok. Wygląda, jakby tablica była za kratkami, a szprosy tej bariery i refleksy zasłaniają część napisów:
Tabliczka informacyjna na suficie przejście podziemnego pod Wybrzeżem kościuszkowskim:
 Zamontowana... OK, idźmy dalej.
 Co to za symbol? Jakieś drzwi i strzałka w dół. Może winda?
Nie, to po prostu odwrócony do góry nogami symbol automatu biletowego (patrz: zdjęcie wyżej). Oj, akurat potrzebowali tabliczki ze strzałką w prawo, a "na magazynie" mieli tylko te ze strzałką w lewo. Nota bene, same automaty biletowe są jeszcze inne, niż wszędzie dotychczas. To już piąty model w ZTM-ie:
 Którędy na Stadion? I wszystko jasne:
 Jak już napisałem, z daleka wszystko sprawia wrażenie OK, jednak, gdy się przyjrzeć bliżej...
Na tablicach widzimy schemat przejść podziemnych na stacji metra, mapkę okolicy oraz schemat sieci tramwajowej (powyżej) lub schemat całej sieci ZTM-u (poniżej).

 Całość tych tablic to jedna wielka naklejka, więc gdy cokolwiek się zmieni w układzie tras tramwajowych i autobusowych i pracownicy zechcą to uaktualnić, będą musieli wyprodukować i nakleić takie wielkie naklejki. Na tej ze zdjęcia powyżej, jeszcze dodatkowo będą musieli sobie poradzić z naklejoną na naklejkę (!) gablotą-ramką na aktualności.
 Sam schemat to też perełeczka! Mocno zaburzone proporcje (Żerań Wschodni gdzieś pod Wieliszewem), SKM zaznaczone taką samą linią, jak tramwaje jadące Aleją Solidarności, bajzel z podpisami stacji II linii metra (w końcu która to "Nowy Świat - Uniwersytet"?), nieaktualne nazwy ("DH Smyk"), brak możliwości rozbudowy schematu o już budowane trasy tramwajowe (Tarchomin i ul. Powstańców Śląskich), w końcu II linia metra zaznaczona inną grubością kreski, niż I linia.
 A schemat sieci też niewiele lepszy. Autobusy na fioletowo, zlewają się z tramwajami zaznaczonymi na czerwono.
 Jakieś dziwne artefakty: przypadkowe pogrubienia kresek na niektórych ulicach, mało wyraziste zaznaczenie, gdzie właściwie znajdują się stacje metra i SKM, dwa rondka na Kopernika / Świętokrzyskiej i Kpernika / Tamce nagle urastają do rangi, nie wiem... ronda Babka. Ktoś tu się bardzo spieszył. Ciekaw jestem, co ujrzymy 14 grudnia.
 Plansze pod sufitem to też temat rzeka. Dość powiedzieć, że nic z nich nie rozumiałem. Raz napisane jest tylko ogólnikowo "bus grochów", innym znów razem aż zbyt szczegółowo, wraz z numerem przystanka w zespole. A te dwie plansze, to w ogóle mam wrażenie, że przez pomyłkę włożyli odwrotnie:
 Mapka okolic stacji. Z mapki wynika, że najważniejszy jest układ oficyn kamienic oraz układ torowy na skrzyżowaniu Targowa / Kijowska:

 Ale nawet nie to jest największą wadą tej mapki, a jej... orientacja ;-)

To jest najgłupszy błąd ze wszystkich, jakie tu opisałem. Sam nie wierzę, że go popełnili. Otóż przyzwyczajeni jesteśmy z I linii (i w ogóle ludzki mózg łatwiej tak odbiera mapę), że pokazuje nam ona świat w takich kierunkach, jak stoimy przed nią. Pójdźcie na którąkolwiek ze stacji I linii z peronem środkowym (wyspowym) i obejrzyjcie mapę na stojaku na środku peronu. Z jednej strony jest odwrócona o 180 stopni względem tej z drugiej strony stojaka.

A na II linii nie!
 Tu wszystkie mapy są orientowane na północ, co przy kierunku linii wschód-zachód daje czasem efekty zupełnie odwrotne od zamierzonych - dezinformacyjne. Na przykład poniżej - gruba czerwona krecha z nanizanymi koralami stacji wskazuje wyraźnie - z krawędzi peronu po lewej odjedziemy w kierunku Dworca Wileńskiego, a z tej po prawej w kierunku Ronda Daszyńskiego (na zachód). Ale na górze mapki nie jest zachód, ale północ. W związku z tym na planie poziomu "-2" stacji, kierunki torów pokazują coś zupełnie odwrotnego niż informacja na górze.

 Krótko mówiąc, układ tablicy powinien być taki, aby można ją było nazwać informacyjną (sorry za Paint):

Na koniec ciekawostka. Na stacji "Świętokrzyska" będą uruchomione prawdopodobnie najkrótsze schody ruchome w Warszawie. Z tym, że nie wiem, czy od razu, bo to jest wyjście w kierunku dawnego Sezamu i dawnego Makdonalda, które, coś mi się obiło o uszy, ma być czynne za 2 lata:

Kto dobrnął do końca tego wpisu? Ręka do góry!

A spodziewaliście się aż tylu błędów na tak krótkim odcinku linii metra?

H_Piotr.

11.11.14

Druga linia metra warszawskiego, która może i ma tam jakieś swoje plusy...

Rzadko piszę o aktualnościach, ale dziś zrobię wyjątek.

Druga linia warszawskiego metra stała się obiektem żartów i kpin, zanim jeszcze zaczęto ją budować. Podczas budowy jej centralnego odcinka nie ustrzeżono się spektakularnych wpadek, zarówno planistycznych, budowlanych, jak i (w konsekwencji?) terminowych. Dość powiedzieć, że według pierwotnych planów miała być gotowa 2,5 roku temu - na Euro 2012.
Hannie Gronkiewicz-Waltz, której ta inwestycja jest "oczkiem w głowie", bardzo zależało (z wiadomych powodów) na otwarciu przed 16 listopada b.r. Nie udało się - smuteczek.  No to chociaż zorganizowała dzień otwarty wczoraj, czyli 9 listopada. Poszedłem i ja.

W dzisiejszym wpisie wymienię plusy, zalety drugiej linii metra, a w następnym wpisie będzie beczka dziegciu.

Niezaprzeczalną zaletą drugiej linii metra jest fakt, że z powodu przecinania Skarpy Wiślanej i Wisły pokonuje znaczne różnice wysokości. Jest to swego rodzaju zaleta krajobrazowa. Dzięki temu w końcu powstała sytuacja, że z jednej stacji metra widać drugą - konkretnie ze peronu stacji "Centrum Nauki Kopernik" widać peron "Świętokrzyskiej". Jak widać na poniższych zdjęciach, nie tylko mnie zafascynował ten widok. Spodziewam się zalewu podobnych zdjęć na insta itp. po 14 grudnia, tylko czy tunele będą tak pięknie podświetlone podczas zwykłego użytkowania? Wątpię:


 Dzięki pewnej różnicy poziomów i dwóm lekkim zakrętom w odpowiednich miejscach, świetnie widać pasażerów czekających na "Świętokrzyskiej" na pociąg oraz to, jak stromo w dół schodzi tunel już od "Ronda ONZ":

Po odwróceniu się o 180 stopni ukazuje się nam nie mniej (albo tylko ciutkę mniej) ciekawy widok, czyli gwałtownie zjeżdżający w dół tunel pod Wisłą. Do tej pory podwiślańskim tunelem płynęło tylko nasze g..., od 14 grudnia i my będziemy mogli sprawdzić, jak to jest być pod Królową Polskich Rzek. Tunel lewy (czyli z Pragi do Warszawy):
 I tunel prawy (czyli z Warszawy na Pragę). Ciekawe, czy podczas jazdy będzie czuć siłę bezwładności (jak np. w szybkich windach)?
 I jeszcze tylko zdjęcie tunelu północny z "Centrum Nauki Kopernik" na "Świętokrzyską", aby pokazać, że jest miejsce na piesze wycieczki, gdy Inspiro się znów zepsuje między stacjami. Przewidzenie takiego miejsca w projekcie to chyba w końcu też jakaś zaleta:

No, ale czas przejść do samych stacji. Na "Nowym Świecie - Uniwersytecie" (BTW, dobrze odmieniłem nazwę stacji?) całkiem elegancko wyszedł sufit nad peronem:
 Nieco przypomina gigantyczny palnik kuchenki gazowej w kuchni po ciemku:

Nie mogło zabraknąć fangorowego liternictwa. Ciekawe, czy artysta po zeszłorocznych zmianach nazw kilku stacji dostał aneks do umowy za dopisanie nowych słów swoją fangorową czcionką?
Ale miałem pisać o zaletach - są tabliczki (znane z I linii) z nazwą stacji pisane czytelną czcionką, często rozmieszczone na wysokości wzroku pasażerów:

Przejścia podziemne - temat rzeka. Jest ich dużo, są duże i dość jasne. Na plus wysokość i szerokość (choć ta druga nie zawsze).
 Trochę to przypomina japońskie ruchome ściany Shōji w tradycyjnych domach. Na plus też posadzka w prostokątną szachownicę:
 Przejście dzięki temu zabiegowi wydaje się przestronniejsze. Pytanie tylko, jak szklane panele będą się prezentować za kilka lat? Szczególnie np. w tym przejściu przy stacji "Centrum Nauki Kopernik", któremu nie wróżę zbytniej popularności (przejściu, nie Centrum, które przecież rokrocznie - lub "rogrocznie", jak to mówią krakusi - odwiedza 1 milion osób):

Perony stacji są dość spójne ze sobą (to chyba plus), widać rękę architekta Chołdzyńskiego. Wypisz-wymaluj peron stacji "Plac Wilsona", a to akurat "Świę... nie, "Nowy Świa... też nie, "Centrum Nauki Kopernik":


 Mimo, że to "Nowy Świat - Uniwersytet" jest najgłębiej położoną stacją (23 m ppt), to na "Centrum Nauki Kopernik" czuć głębokość najbardziej (20 m ppt). Głównie dzięki wyjątkowo długim schodom ruchomym. Nie wiem, czy to nie będą najdłuższe schody ruchome w Warszawie? W każdym razie konkurują z tymi z Trasy WZ, ze stacji metra "Centrum" i ze Złotych ...asów. Doświetlone są świetlikiem, w który popołudniowe promienie słoneczne od późnej wiosny do wczesnej jesieni wpadać będą i sięgać aż po sam peron:
 Detal świetlika:
 Zagłębiamy się:

 Kosmos:
 Podczas jazdy schodami setki odbitych światełek migocą, co daje efekt rozgwieżdżonego nieba (oraz brak możliwości pozawieszania tam reklam):

 Kolejnym plusem z mojego "budowlanotechnologiofilskiego" punktu widzenia jest miejsce, w którym peron stacji "Centrum Nauki Kopernik" przechodzi pod tunelem Wisłostrady. Tutaj peron został wykonany inną techniką, właściwą dla metra głębokiego. Składa się właściwie z trzech odrębnych, równoległych tuneli (dwa skrajne wyborowane maszynami zwanymi TBM - "Tunnel Boring Machine") połączonych przejściami poprzecznymi. Efektem są masywne "słupy" o niecodziennym kształcie - jedna ze ścian jest wklęsła, bo tak naprawdę jest kawałkiem ściany okrągłego w przekroju tunelu. Dotychczas, aby zobaczyć takie rozwiązanie na własne oczy, trzeba było wybrać się co najmniej do Pragi Czeskiej lub do Budapesztu, a teraz mamy to u siebie:


Bardzo praktycznym rozwiązaniem są podwójne balustrady - dolna wygodna dla dzieci, osób starszych, niskich, schorowanych itp., górna zaś dla wysokich, dorosłych błękitnookich blondynów.
 Ciekawe, czy projektując tę balustradę wzorowano się na tych z Wawelu - zagłębionych w ścianie?

Stacja "Stadion Narodowy" jest najbardziej przestronna, jako pierwsza w Warszawie ma dwa perony wyspowe i aż cztery tory (może nawet kiedyś wszystkie będą używane?). Rozmachem kojarzy się z halą peronową Dworca Centralnego. Jak na razie między słupami nie ma billboardów (dodaję to do listy zalet). A kolor zielony, o którym mówiono, że do niczego w okolicy nie pasuje...
 ... już chyba wiem, do czego został dostosowany:

Właściwie, biorąc pod uwagę wszystko to, o czym napiszę w następnym wpisie, powinienem do niewątpliwych zalet II linii metra dopisać np. fakt, że podłogi są poziome, a ściany (zazwyczaj) pionowe, że tunele trafiają w stacje, schody prowadzą na perony, a nie obok, a stopnie mają zazwyczaj ok. 16 cm wysokości.
---
A jak Wasze wrażenia? Byliście na wczorajszym dniu otwartym? A może na wcześniejszych wycieczkach po poszczególnych stacjach? Która stacja Wam się najbardziej spodobała? Gdzie zauważyliście babole projektowe lub w wykonawstwie?

H_Piotr.

6.11.14

LXXXIV akcja GTWB - "Co pokażesz turyście" - cz. 1 - appendix

A oto i wspomniana pamiątka z Warszawy, którą chce mieć każdy turysta:
Bruk z Krakowskiego Przedmieścia, na który spadł fortepian Chopina. Historyczny, elegancki, prawdziwy.

Każda kostka na wagę złota. W tle pałac Zamoyskich.

H_Piotr.

23.10.14

LXXXIV akcja GTWB - "Co pokażesz turyście" - cz. 1

Długo się zastanawiałem, co napisać, co pokażę turyście. Czy dlatego, że w Warszawie nie ma nic ciekawego? Wręcz przeciwnie, a blog "Fenomen Warszawy" (i parę innych) udowadnia, że jest. Aż za dużo w tak krótkim czasie.

Dla osób, które mają bardzo mało czasu na zwiedzenie Warszawy, a pretendują do miana humanistów AKCJA SPECJALNA! TYLKO DO NIEDZIELI 26.10.2014:

BRUK Z KRAKOWSKIEGO PRZEDMIEŚCIA, NA KTÓRY SPADŁ FORTEPIAN CHOPINA

Promocja ważna do wyczerpania zapasów.

H_Piotr.

2.10.14

Drugi października 1944

Dokładnie 70 lat temu zakończyło się Powstanie Warszawskie. Zakończyło się klęską. Klęską wojskową, polityczną, humanitarną, w końcu klęską dziedzictwa miasta Warszawy.

Przez poprzednie 63 dni, czyli dokładnie 9 tygodni, Powstańcy walczyli w tym ostatnim zrywie przeciwko Stalinowi i Hitlerowi mając (coraz niklejsze) nadzieje na zwycięstwo. Nadzieje, które już wtedy były płonne - alianci zdecydowali o politycznym podziale Europy już wcześniej. Ale czy oni wtedy o tym wiedzieli? Jest to temat wielkiego sporu, który trwa do dzisiaj i chyba szybko nie wygaśnie.
Cywilni mieszkańcy Warszawy (a było ich wtedy około 800 000) cierpieli głód, przeżywali katusze pod ostrzałem, ginęli pod zwałami gruzów oraz w masakrach ludności. Cywilów zginęło ok. 180 000. Jaka część wskutek walk, a jaka w wyniku bestialstwa niemieckich oprawców (i kolaborujących z nimi ukraińskich i paru innych narodowości)?
50/50?

Skala liczby ofiar jest porównywalna do codziennych ataków na World Trade Center w Nowym Jorku przez 63 dni. Wyobraźcie sobie, że codziennie przez 9 tygodni w telewizyjnych newsach słyszycie o kolejnym ataku na dwa wieżowce w Nowym Jorku i o trzech tysiącach ofiar. Szybko uodpornilibyście się na kolejne takie wieści?

---

I przychodzi drugi października. I nagle cisza. I nagle trzeba opuścić swoje miasto, iść nie wiadomo dokąd (a tu zbliża się późna jesień i zima). Zostawić wszystko, co się przeżyło.

Od drugiego października zaczął się drugi okres, nie mniej ważny i nie mniej tragiczny dla Warszawy. Przez kolejne 107 dni wojska niemieckie w opustoszałej Warszawie rabowały i niszczyły dom po domu, wysadzały zabytki w powietrze, paliły biblioteki. Niszczyły kulturę materialną i duchową Polaków gromadzoną przez stulecia. Polacy próbowali ratować, co się dało (ekspedycje muzealników), ale w tak ciężkich warunkach niewiele się udało. Planowa egzekucja miasta. A Armia Czerwona stała w tym czasie na Pradze instalując swoje marionetki...

Wyobraźcie sobie, cóż za absurdalna sytuacja: Trzecia Rzesza w wielkim niebezpieczeństwie, Armia Czerwona prąca naprzód przez ostatnie 1,5 roku, stacjonuje jakieś 600 metrów stąd, a Niemcy zamiast umacniać Warszawę na wielką skalę przed planowaną obroną zajmują się przeszukiwaniem mieszkań, kradzeniem kosztowności i ciepłych ubrań, borowaniem dziur pod dynamit, wysadzaniem jednych, a podpalaniem innych budynków, w końcu podpalaniem zbiorów bibliotecznych.


Scena z filmu "Tańcząc w ciemnościach" z Björk w roli głównej. Bohaterka jest prowadzona z celi śmierci do sali egzekucji, a droga liczy właśnie 107 kroków. To chyba najbardziej poruszająca scena śmierci w filmie (z wyjątkiem tych opartych na faktach), jaką w życiu widziałem.

---

Gdzieś wyczytałem, że gdyby zsumować wszystkie materialne zniszczenia w Warszawie z całej wojny, to:
- wrzesień 1939 to byłoby ok. 10%
- burzenie Muranowa po upadku Powstania w Getcie to ok. 30%
- Powstanie Warszawskie to ok. 35%
- okres 2 X 1944 - 17 I 1945 to ok. 25% zniszczeń.

Czy jednak tak duże zniszczenia z tych 107 dni były logiczną konsekwencją wybuchu (i upadku) Powstania? Przypomina mi to "logikę", wedle której zgwałcona kobieta jest winna, bo sukienką zachęcała gwałciciela. To kolejny temat sporu - czy tych zniszczeń uniknięto by, gdyby Powstanie nie wybuchło? Innymi słowy - czy to taka hitlerowska "kara"za Powstanie, czy wdrożenie wcześniejszego planu? Co stałoby się z Warszawą i warszawiakami, gdyby Powstanie nie wybuchło? Niektórzy dodają pytanie: Co stałoby się z Polską, gdyby Powstanie nie wybuchło? Czy sytuacja polityczna Polski byłaby choć o milimetr inna (i czy gorsza czy lepsza)? Tyle pytań...

Jeśli II Wojna Światowa była logiczną konsekwencją pokoju wersalskiego i dojścia Hitlera do władzy w Niemczech, jeśli Powstanie Warszawskie było logiczną konsekwencją pięciu lat okupacji, to czy właśnie 2 października 1944 nie jest symbolicznym końcem przedwojennej Warszawy? Jej całej dotychczasowej historii?

Dlatego uważam, że 2 października też powinny wyć syreny przez 1 minutę.

H_Piotr.


24.9.14

"Szare ściany" czyli LXXXIII akcja GTWB

Szare ściany nie muszą być nudne, ani smutne.  Jeśli są wykonane z szarej cementowej cegły oraz zaprojektowane przez najlepszych architektów międzywojennego modernizmu, mogą być nawet ozdobami okolicy.

Dziś krótki spacer po dzielnicach obfitujących w szarą cegłę, czyli po Śródmieściu Południowym, Powiślu, Ochocie i Górnym Mokotowie:

 Wydział Chemii Politechniki Warszawskiej na rogu Alej Niepodległości i Koszykowej projektu Czesława Przybylskiego. Po wojnie nieco go rozbudowano (o skrzydło na samym narożniku), a w czasie wojny (tako rzecze legenda miejska) zasłonięto Orła Białego we wnęce, na miejscu którego już po 1945 namalowano Gołąbka Pokoju.

Szpital Dziecięcy na Litewskiej z pryzmatycznymi elementami ekspresjonizmu według projektu Romualda Millera i Emilii Hiżowej. Jest to, jedyna w dzisiejszym wpisie, przebudowa starszego budynku.
Schodzimy skarpą wiślaną na dół i zerkamy na odrzwia gmachu szkoły na Rozbrat projektu Romualda Gutta:
 Aby zaraz, niemal po sąsiedzku, obejrzeć Szpital im. Orłowskiego, tzw. Szpital na Czerniakowskiej (nie mylić ze Szpitalem Czerniakowskim) projektu wspomnianego Romualda Gutta i Józefa Jankowskiego:

 A to już inny narożnik, kamienica na Niemcewicza / Asnyka na Ochocie:

Kilkaset metrów dalej pyszni się w słońcu kamienica przy Grójeckiej 40A projektu Władysława Nałęcz-Raczyńskiego, która choć niesymetryczna, to dzięki projektantowi powojennego budynku po lewej, wygląda(ła) nieco bardziej symetrycznie. Wyglądała aż do remontu jakieś 2 lata temu, gdy jej szaroceglaną fasadę pomalowano farbą...
 Przemieszczamy się na Mokotów, na Chocimską 5 do dawnej fabryki słodyczy Fruzińskiego, projektu Czesława Przybylskiego:
 Kolonia "Szare Domy" proj. Jana Stefanowicza między ulicami Rakowiecką, Fałata, Narbutta, a Łowicką:
 I w końcu kamienica o podwójnym adresie: Aleje Niepodległości 157 / Asfaltowa 8 projektu Jerzego Wierzbickiego.


 A tak będzie wyglądać wkrótce:

Które jeszcze warszawskie budynki z szarej cegły Wam się podobają? Przedwojenne, a może powojenne też?

H_Piotr.

9.9.14

LXXXII akcja GTWB - "Dzika zieleń"

Jest parcie na szkło i wola życia!

H_Piotr.