Wisła jest powodem, dla którego Warszawa powstała właśnie tu. Jest powodem jej rozkwitu w późnym średniowieczu i renesansie. W toku różnych wojen pomagała i przeszkadzała wielu armiom. Miała niesamowity wpływ na dzisiejszy wygląd naszego miasta. Oddziela dwie, różniące się bardzo od siebie, części miasta.
Dziś Wisła jest gigantyczną oazą zieleni, obaszerem dającym wytchnienie od zgiełku miasta. To czuje się jednak dopiero, gdy się zejdzie nad jej brzeg. Z góry, z mostów, jest jedynie przeszkodą do pokonania, powodem wiecznych korków na mostach. Ale gdy poświęcisz już nieco czasu na zaznajomienie się z Wisłą, będziesz nad nią regularnie wracać.

Gruba Kaśka to potoczna nazwa ujęcia wody spod dna Wisły w Warszawie.
Faktycznie, potwierdza się plotka, że gdy budowano tunel, wielkie masy wody i piasku przesunęły jego konstrukcję tak, ze teraz jest w środku zagięty - widać to na poniższym zdjęciu.
Drugi raz kręte schody (daruję Wam ten widok) i w końcu widzimy... podniebienie Kaśki.
Nie, po takich drabinkach nie chodziliśmy.
Ale natłok tego typu elementów plus odczuwalne otoczenie wodą zewsząd sprawiały wrażenie przebywania na statku lub co najmniej platformie wiertniczej.

Monitoring jakości wody polega na obserwacji zachowania się małży, które żyją sobie w stalowym korytku:
Otwieramy wieko korytka i oczom naszym ukazują się starannie wyselekcjonowane małże z jednego z polskich jezior (pani przewodniczka nie zdradziła nam, z którego - tajemnica państwowa).
Są one bardzo czułe na zmiany składu chemicznego wody. Stan ich zdrowia jest nieustannie monitorowany.
Po pół roku takiej służby dla warszawiaków małże idą na małżową emeryturę.

Tak mi się jakoś skojarzyło (klik).
Widać kawałek Warszawy:

A to mi się z kolei skojarzylo tak (klik)
Klimatów oceanicznych ciąg dalszy... Na szczęście nikt z nas nie nabawił się choroby morskiej.
Tak mi się jakoś skojarzyło (klik).
A to mi się z kolei skojarzylo tak (klik)
Jednak nie zapominajmy, że jesteśmy raczej w fabryce, niż na statku.
Wychodzimy na taras widokowy i podziwiamy widoki z tarasu.
W jedną...
... i w drugą stronę.
Nie, to nie lustrane odbicie :) Po prostu Kotwica Polski Walczącej na Kopcu Powstania nie jest ustawiona do oglądania jej ze strony Wisły.
Jeszcze ostatnie kadry. Tu czuć potęgę Wisły.
Warszawski "skajlajn" :)
Kaśka po raz ostatni pokazuje nam swoje podniebienie:
I zstępujemy do czeluści.
W drodze powrotnej w tunelu nagrałem filmik, ale niniejszy blog ma charakter fotograficzny, anie filmowy, więc go tu nie pokazuję (dobra, tak naprawdę, to nudny wyszedł).
Kaśka po raz ostatni pokazuje nam swoje podniebienie:
A na koniec jeszcze załącznik do pocedury, omawiający nieprawidłowe zachowania ryb. Zachęcam do lektury:
Koniec wycieczki, wszyscy do szalup. Kobiety i dzieci mają pierwszeństwo.
H_Piotr.
O ja... fajne! Zwłaszcza sterownia jak ze starych filmów sajensfikszyn. Nie kusiło Cię, coby ze schodów zjechać po poręczy? Chociaż nie, chyba za ciasno. No i rozpoznaję scenerię "Pieczonych gołąbków" ;)
OdpowiedzUsuńSuper, gratuluję wpisu.
OdpowiedzUsuńFajna wycieczka. Dzięki za ciekawe zdjęcia i opis (as usual).
OdpowiedzUsuńBardzo fajna i ciekawa wycieczka, a przesunięty tunel wygląda kosmicznie.
OdpowiedzUsuńHm, ile żyje małża?
OdpowiedzUsuńI am I: Nie kusiło ;)
OdpowiedzUsuńHanula1950 i Marcin: Wielkie dzięki. Skoro już byłem w takim miejscu, musiałem to koniecznie tutaj pokazać.
Krabikowie: Wygląda kosmicznie nie tylko z powodu przesunięcia :)
Lavinka: Nie mam pojęcia, ale wygląda na to, że dużo dłużej, niż pół roku :) Po pracy są znów wrzucane do rodzinnego jeziorka.